Zielarka Mila urodziła się w Strzegomiu około 1160 roku w rodzinie ubogiego kmiecia, który dorabiał służąc w kasztelanii książęcej za woźnicę. Od najmłodszych lat Mila miała smykałkę do ziół i matka wysłała ją by służyła, pomagała i uczyła się u mądrej Nawoi.
W latach młodości uchodziła za urodziwą, była nawet po zrękowinach z pewnym kawalerem ze Świdnicy. Ale zły los sprawił, że chłopak zginął walcząc z Czechami. Odtąd - po odchorowaniu żałoby - całkowicie poświęciła się swojej pracy. W owym czasie Joannici zadomawiali się w Strzegomiu, więc ludzie z nadzieją wyglądali budowy szpitala i ratunku u zakonników. Mimo to Nawoja i Mila były jedynymi akuszerkami w okolicy i przez ich wprawne ręce przewinęła się większość nowo narodzonych niemowląt.
Po śmierci Nawoi, Mila wprowadziła się do jej chaty, na skarpie nad Strzegomką, z dala od zabudowy grodu i murów komturii. Odziedziczyła po niej również czarną kotkę, która zwała się Żywia. Uroda Mili przeminęła, ale wiedza o ziołach i uzdrawianiu z roku na rok była coraz większa.
Półtora dekady spokojnie prowadziła swoją działalność, ciesząc się dobrą renomą wśród strzegomskich kobiet i w okolicznych grodach (Jaworze, Świdnicy, Waldenburgu). Jednakże obecność Joannitów w Strzegomiu coraz bardziej miała wpływ na lokalną ludność i spychała Milę na margines, rzucając na nią coraz silniejszy cień powiązań z bezbożnymi praktykami. Nawet jej dobre relacje z komesem Strzegomskim i aktywna pomoc dla załogi kasztelu nie zdały się na wiele. Pod osłoną nocy, pod koniec września 1224 roku, oddział braci służebnych pod dowództwem brata Engelberta otoczył chatę Mili na skarpie. Wyważono drzwi, a gdy kotka zaatakowała jednego z braci, wydrapując mu oczy (co uznano za „nieludzką furię bestii”), podłożono ogień pod strzechę. Mila zdołała uciec w stronę rzeki(ratując też kotkę), ale jej chata spłonęła doszczętnie. Oficjalnie Joannici ogłosili, że zniszczyli gniazdo ferryckich guseł. Zielarka uciekła do Jaroszowa, a potem do leśnej osady pod Sigensbergiem. Borys i Dargaude tam ją odnaleźli i odeskortowali do Alba Amnis, gdzie Ambroż przyjął ją do grona czeladzi jako uzdrowicielkę.
Mila jest zielarką, akuszerką i uzdrowicielką. Cieszy się dobrym imieniem wśród kobiet ze Strzegomia, Świdnicy i Jawora, a także okolicznych wiosek.
Wiosną 1224 Ambroż, Jaromir, Dargaude i Atilla odwiedzili Milę prowadząc śledztwo w sprawie tajemniczej śmierci Hartwiga z Bielawy. Ambroż pierwotnie podejrzewał że zielarka ma związek z działalnością sabatu lub nawet diabolistów. Finalnie rozpoznał w Żywii magiczną istotę. Mili najbardziej do gustu przypadł Dargaude, jako że Prus żywo interesował się ziołami.
Jesienią tegoż samego roku, Mila wypędzona ze Strzegomia trafiła pod strzechę Alba Amnis. Ambroż dał jej tam schronienie prosząc by została na zawsze. Zgromadzenie dało jej ochronę przed Joannitami.
Stara, siwa kobieta o haczykowatym nosie i rozwichrzonych włosach. Ubiera się skromnie, a jej garderoba zwykle nosi ślady zniszczenia, lub plam pochodzących od różnych misktur, wywarów i ekstraktów. Odkąd zamieszkała w Alba Amnis - dzięki wsparciu Mojmiry należycie się odziała i zaczęła dbać o swój wygląd.
Mila jest empatyczna i rozsądna. Silnie związana ze swoją kotką. Obawia się Joannitów, a zwłaszcza brata Oswalda, starszego nad Infirmerią, który otwarcie krytykuje jej metody i oskarża o pogańskie praktyki.
Chata w Strzegomiu będąca jej własnością została spalona przez Joannitów, a niewielki spłachetek ziemi nad Strzegomką, gdzie Mila uprawiała zioła i rośliny lecznicze - zaorany. Mogłaby się odwoływać do komesa o sprawiedliwość, ale zapewne naraziłoby ją to na represje komtura i sąd. Zdana więc jest całkowicie na Alba Amnis.