| Jaromir wstał, rozłożył ręce i zaczął swoją gadkę. Zamierzał wykpić się groźbom: "A po cóż to tak z groźbą panowie rycerze? Cóż to magistrom z Alba Amnis interesy psuć chcecie i na gniew magów się narazić?" - ściągnął przez głowę haftowaną sakiewkę od Dargaude i znacząco potrząsnął. "Gniew i klątwę taką, że rok na konia nie wsiądziecie! A poza tym, ja swój człowiek jestem, po coż mi potem - jakbyście miarowali nas obrabować - rzeczy swoje na rynku w Rychbachu odkupić miałbym?" - tutaj mrugnął znacząco do bliższego z rabusiów. "Wiele nie mamy i się nie obłowicie, a ja mógłbym wam powiedzieć to i owo, o tym co łup lepszy ze sobą niesie..." Stojący bardziej z tyłu rycerz, podjechał do bliższego i coś mu szepnął na ucho. Ten splunął i spojrzał na Atyllę i Jaromira: "W portki robicie, to i kłamstwem myślicie się wyłgać. Z wozu, jako rzekłem!" - ścisnął konia kolanami i podjechał bliżej. Czterech zbrojnych z nim rozproszyło się w półokrąg blokując przejazd całkowicie. | Jaromir wstał, rozłożył ręce i zaczął swoją gadkę. Zamierzał wykpić się groźbom: "A po cóż to tak z groźbą panowie rycerze? Cóż to magistrom z Alba Amnis interesy psuć chcecie i na gniew magów się narazić?" - ściągnął przez głowę haftowaną sakiewkę od Dargaude i znacząco potrząsnął. "Gniew i klątwę taką, że rok na konia nie wsiądziecie! A poza tym, ja swój człowiek jestem, po coż mi potem - jakbyście miarowali nas obrabować - rzeczy swoje na rynku w Rychbachu odkupić miałbym?" - tutaj mrugnął znacząco do bliższego z rabusiów. "Wiele nie mamy i się nie obłowicie, a ja mógłbym wam powiedzieć to i owo, o tym co łup lepszy ze sobą niesie..." Stojący bardziej z tyłu rycerz, podjechał do bliższego i coś mu szepnął na ucho. Ten splunął i spojrzał na Atyllę i Jaromira: "W portki robicie, to i kłamstwem myślicie się wyłgać. Z wozu, jako rzekłem!" - ścisnął konia kolanami i podjechał bliżej. Czterech zbrojnych z nim rozproszyło się w półokrąg blokując przejazd całkowicie. |
| Atylla widząc ruch rycerza wstał i jawnie sięgnął po miecz. Jaromir położył mu rękę na ramieniu uspokajając. "Z wozu, dalejże! Ostawcie wszystko co tam macie!" Przez długą chwilę mierzyli się wzrokiem. Rycerz-rabuś oceniał Atyllę, czuł, że ten tanio skóry by nie sprzedał. Jednakże wypatrzył na wozie beczułki z piwem, szkatułę i worek, w którym Jaromir złożył suknię dla Brigitte. Konie zaczęły parskać, czwórka ciurów podeszła całkiem blisko ściskając spocone dłonie na styliskach toporów i włóczni. Jaromir przez moment dostrzegł wahanie w oczach rycerza. Ściągnął swój kosztowny kubrak i rzucił go na wóz. "Zejdźmy druhowie."- rzekł do Atylli i Wszebora. "Bierzecie srebro, konie i to okrycie warte więcej niż żołd twoich ciurów, ale żelazo nam zostawcie, bo się nim udławicie!" - zagroził Jaromir. Zeszli z wozu i usunęli się kilka kroków pod drzewa. "Bystry z ciebie lis, kupczyku. Masz oko do ludzi i wiesz, kiedy rzucić kość ogarowi, by nie odgryzł ci nogi" — rycerz złapał kubrak końcem włóczni, przyciągnął do siodła i z lubością gładził palcami haftowany materiał. "Piękna robota... szkoda by było, gdyby tak zacny materiał nasiąkł krwią na tym pustkowiu tylko przez to, że obaj jesteśmy uparci". Zmrużył oczy, spoglądając na Jaromira, a potem na zachmurzone niebo z którego zaczął prószyć śnieg z deszczem. „Zabierajcie to wasze żelazo i ruszajcie w mrok, póki moja łaskawość nie wyparowała jak poranna mgła. I posłuchaj dobrej rady: powiedz tym swoim mistrzom, co to kryją się po dolinach, że my, ludzie szlaków, nie szukamy zwady z tymi, co kumają się z cieniami. Świat jednak robi się ciasny, kupczyku. W Bielawie kładą kamień pod kościół, dzwony wkrótce zaczną bić na trwogę wszystkiemu, co dzikie i wolne, pamięta starą wiarę i czci dawnych bogów. My mamy swoje mury, oni mają swoje jary, ale nowa wiara nie lubi tajemnic. Pilnujcie więc swoich granic tak, jak ja pilnuję swoich szlaków... i módlcie się, byśmy nigdy nie musieli sprawdzać, co jest silniejsze: wasze uroki czy nasze żelazo”. Spluwa na bok, daje znak swoim ludziom i rusza kłusem w stronę północy zabierając wóz. | Atylla widząc ruch rycerza wstał i jawnie sięgnął po miecz. Jaromir położył mu rękę na ramieniu uspokajając. "Z wozu, dalejże! Ostawcie wszystko co tam macie!" Przez długą chwilę mierzyli się wzrokiem. Rycerz-rabuś oceniał Atyllę, czuł, że ten tanio skóry by nie sprzedał. Jednakże wypatrzył na wozie beczułki z piwem, szkatułę i worek, w którym Jaromir złożył suknię dla Brigitte. Konie zaczęły parskać, czwórka ciurów podeszła całkiem blisko ściskając spocone dłonie na styliskach toporów i włóczni. Jaromir przez moment dostrzegł wahanie w oczach rycerza. Ściągnął swój kosztowny kubrak i rzucił go na wóz. "Zejdźmy druhowie."- rzekł do Atylli i Wszebora. "Bierzecie srebro, konie i to okrycie warte więcej niż żołd twoich ciurów, ale żelazo nam zostawcie, bo się nim udławicie!" - zagroził Jaromir. Zeszli z wozu i usunęli się kilka kroków pod drzewa. "Bystry z ciebie lis, kupczyku. Masz oko do ludzi i wiesz, kiedy rzucić kość ogarowi, by nie odgryzł ci nogi" — rycerz złapał kubrak końcem włóczni, przyciągnął do siodła i z lubością gładził palcami haftowany materiał. "Piękna robota... szkoda by było, gdyby tak zacny materiał nasiąkł krwią na tym pustkowiu tylko przez to, że obaj jesteśmy uparci". Zmrużył oczy, spoglądając na Jaromira, a potem na zachmurzone niebo z którego zaczął prószyć śnieg z deszczem. „Zabierajcie to wasze żelazo i ruszajcie w mrok, póki moja łaskawość nie wyparowała jak poranna mgła. I posłuchaj dobrej rady: powiedz tym swoim mistrzom, co to kryją się po dolinach, że my, ludzie szlaków, nie szukamy zwady z tymi, co kumają się z cieniami. Świat jednak robi się ciasny, kupczyku. W Bielawie kładą kamień pod kościół, dzwony wkrótce zaczną bić na trwogę wszystkiemu, co dzikie i wolne, pamięta starą wiarę i czci dawnych bogów. My mamy swoje mury, oni mają swoje jary, ale nowa wiara nie lubi tajemnic. Pilnujcie więc swoich granic tak, jak ja pilnuję swoich szlaków... i módlcie się, byśmy nigdy nie musieli sprawdzać, co jest silniejsze: wasze uroki czy nasze żelazo. Bo pojawiają się tacy, co mówią, że stare rody jeszcze nie powiedziały ostatniego słowa.” Spluwa na bok, daje znak swoim ludziom i rusza kłusem w stronę północy zabierając wóz. |