Korespondencja ze scholastykiem wrocławskim Idzim
Ambroż do Idziego
1223 Marzec
Do czcigodnego Scholastyka, magistra Idziego,
ze Szkoły Katedralnej we Wrocławiu,
Ambroż z Świdnicy, Princeps Zgromadzenia Alba Amnis,
z braterskim pozdrowieniem i wyrazami szacunku.
Niechaj łaska Pana naszego i Jego niezmierzona opatrzność towarzyszy Ci w dniach pracy, rozmyślań i nauczania, a Duch Święty niech napełnia Twoje serce mądrością, cierpliwością i spokojem.
Wielce rad jestem, iż mogę wreszcie posłać Ci te słowa, które winienem był wypowiedzieć dawno – słowa przyjaźni i pamięci o tych chwilach, gdyśmy noce całe spędzali na rozmowach i rozważaniach, jaką rolę przystoi
Kościołowi w codziennym życiu ludzi ziemi śląskiej. Owe dysputy, niekiedy gorące, lecz zawsze pełne szacunku i umiłowania prawdy – która, jak rzekł sam Zbawiciel, czyni człowieka wolnym – po dziś dzień pozostają w mojej pamięci jako światło wśród dni pracy i obowiązku.
Ufając, iż Pan zachował Cię w zdrowiu i sile umysłu, ośmielam się zapytać: czy doszła do Ciebie wieść o doktrynach magdeburskich, o których niektórzy wśród uczonych zaczynają coraz śmielej mówić? Słyszałem wzmianki, że miałyby one rościć sobie prawo do nowego spojrzenia na porządek duchowy i społeczny, przeto sądzę, że nie umknęły
one uwadze szkoły tak znamienitej, jak wrocławska.
Ponadto, czy słyszałeś może o pewnym ojcu Konradzie von Magdeburgu, który – jak wieść niesie – ma być jednym z gorliwszych orędowników owych doktryn? Mówią, że człek to uczony, choć stanowczy, i że wielu jego słowa przyjmują z uwagą nie tylko w Magdeburgu, lecz i dalej, aż po granice Rzeszy. Jako że Twe rozeznanie w sprawach Kościoła jest
głębokie, rad byłbym poznać Twą myśl w tej materii – nie jako wyrok, lecz jako braterską radę i przemyślenie godne Scholastyka.
Wszystko, co czynimy, niech będzie ku większej chwale Boga, który obdarzył nas rozumem i słowem nie po to, byśmy milczeli, lecz byśmy szukali prawdy – z pokorą, lecz i z odwagą.
Z pokorą i pamięcią wspominam wspólne godziny i wyrażam nadzieję, iż los pozwoli nam zasiąść znów wspólnie przy stole rozważań, nim wiek nasz przeminie.
Zawsze Ci oddany w Chrystusie,
Ambroż z Świdnicy,
Princeps Alba Amnis
Idzi do Ambroża
1223 Maj
Do czcigodnego Magistra Ambroża z Świdnicy,
Princepsa Zgromadzenia Alba Amnis,
z szacunkiem i braterskim oddaniem w Panu,
Niech Chrystus, który jest Alfą i Omegą, obdarzy Cię pokojem serca, światłem rozumu i siłą wytrwania w dziele, które prowadzisz – nie dla własnej chwały, lecz ku chwale Tego, który uczynił niebiosa i głębiny.
Z radością przeczytałem Twój list – słowa serdecznej pamięci, wspomnienia wspólnych studiów i rozważań są dla mnie jak miód dla ust i balsam dla duszy. Lata płyną, ale przyjaźń, która zrodziła się przy księgach i łacińskich sentencjach, trwa mimo oddalenia.
Pytasz mnie o doktrynę biskupa Wiggera z Magdeburga. Owszem, słyszałem o niej – i to nie tylko z pogłosek. Jeden z naszych doktorów, wracając z Magdeburga, przywiózł komentarze do pism Wiggera oraz kazania jego zwolenników, wśród których rzeczywiście wymieniany jest niejaki ojciec Konrad, dziś ponoć osadzony gdzieś na Śląsku. Powiem wprost: duch tej doktryny nie jest mi obcy, lecz wzbudza we mnie równocześnie szacunek i niepokój.
Biskup Wigger zdaje się bowiem człowiekiem nauki i wiary, który – jak rozumny pasterz – pragnie oddzielić owce od wilków, światło od pozoru światła. Jego nieufność wobec zjawisk nadprzyrodzonych, jeśli nie są potwierdzone przez Kościół i jego autorytet, ma uzasadnienie w pismach Ojców. „Nie każdy duch jest z Boga; badajcie duchy, czy są z Boga” – powiada święty Jan. I sam święty Paweł ostrzega przed „aniołem światłości”, którym może się objawić diabeł.
Nie mogę zatem potępić ostrożności, którą Wigger zaleca – zwłaszcza w czasach, gdy ludzie lgną do znaków i cudowności, jakby zbawienie zależało od widowiska, nie od sakramentów. A co do Bractwa Hermesowego, którego jesteś szlachetnym człownkiem – jeśli szerzyłoby ono poglądy sprzeczne z Wiarą, choćby pod pozorem „mądrości pradawnych”, to słusznie byłoby je uznać za nową formę gnozy, której Kościół odrzucał od samego początku. Nic takiego jednak nie ma miejsca, prawda mój uczniu?
A jednak, Ambrożu, nie wszystko, co w tej doktrynie zawarte, przyjmuję bez zastrzeżeń. Wigger, zdaje się, posuwa się czasem za daleko w swej podejrzliwości – jakby wszelkie zjawiska niepojęte, wszelkie przejawy mocy duchowej spoza Kościoła musiały być z natury rzeczy podejrzane o diabelskie pochodzenie.
Czyż Pan nasz nie mówił: „Duch wieje, kędy chce”? Czyż nie przez prostaczków i niewiasty często przemawiał Duch Święty, nie pytając faryzeuszy o pozwolenie? Czyż nie objawił się Jezus po zmartwychwstaniu nie teologom, lecz Marii Magdalenie? Nie odmawiam Kościołowi prawa rozeznawania cudów – ale przestrzegam przed takim duchem, który zamyka oczy nie tylko na fałsz, ale i na prawdę, jeśli ta nie pasuje do teologicznego schematu.
Zresztą… znasz mnie, Ambrożu. Nie jestem łatwowierny, ale też nie jestem podejrzliwy ponad miarę. Kiedy słyszę, że ktoś patrzy na las z lękiem, pytam: czy lęk ten pochodzi z poznania, czy z niewiedzy? Jeśli Wigger uczy, by bać się wszystkiego, co nie pochodzi z kościelnej pieczęci – to kto odróżni jeszcze Ducha od ducha?
Pozostaję z modlitwą i szczerą nadzieją, że jeszcze dane nam będzie zasiąść przy wspólnym stole – jak nie tu, to w Królestwie, gdzie prawda nie będzie już przysłonięta mrokiem.
Zawsze Ci oddany w Chrystusie,
Idzi'
Scholastyk Szkoły Katedralnej we Wrocławiu
Idzi do Ambroża
1225 Marzec
In nomine Domini. Amen.
Do czcigodnego magistra Ambrożego ze Świdnicy, mego druha i Princepsa uczonych w Alba Amnis.
Idzi, scholastyk szkoły katedralnej we Wrocławiu, posyła braterskie pozdrowienie i życzenie światłości rozumu.
Piszę te słowa w pośpiechu, nim wiosenne roztopy na dobre opóźnią kurierów na trakcie, a czynię to z sercem przepełnionym niepokojem, który nie pozwala mi spokojnie ślęczeć nad pismami Ojców Kościoła. Pamiętam bowiem naszą ostatnią wieczerzę w podwrocławskiej karczmie, gdyś z takim zapałem dopytywał mnie o złote bizanty i hyperpyra, szukając kruszcu do swych tajemnych badań nad naturą metali. Już wtedy ostrzegałem Cię, że książę nasz, Henryk, trzyma mennicę i prawo monety twardą ręką, a gniew jego wobec fałszerzy i tych, co psują rynek obcym pieniądzem, jest rychły i bezlitosny.
Dziś jednak nie o złoto, a o srebro mi idzie. Od początku roku do książęcej mennicy trafiać zaczęło dziwne srebro – monety weneckie o czystości tak niebywałej, że aż budziły zachwyt mincerzy. Książę Henryk, rad z tak bogatego przychodu, przekazał znaczną część owego kruszcu w darze biskupowi Wawrzyńcowi, by ten zakupił w Italii najprzedniejsze pergaminy do skopiowania Pisma Świętego.
Lecz wiedz, Ambrożu, że noc po owym darze stała się rzecz, o której szeptem mówi się w zakrystiach i wirydażach, a którą wielu uznaje za znak bożego gniewu. Gdy rano otwarto biskupią szkatułę, miast lśniącego srebra znaleziono w niej jedynie czarny, cuchnący żużel, od którego bił tak potężny smród siarki, że aż dusił knechtów biskupich i samego kolektora kapituły. Zjawisko to, tak obce naturze kruszców, wskazuje na moce, których my, ludzie Kościoła, lękamy się najbardziej.
Ostrzegam Cię zatem, przyjacielu: choć wiem, że Twoje serce lgnie do wiedzy, a nie do grzechu, to Twoje ostatnie zainteresowania alchemią i monetami mogą w oczach postronnych rzucać na Ciebie cień podejrzeń. Unikaj rozgłaszania swych badań i za wszelką cenę omijaj teraz książęcą mennicę i wszelkich handlarzy srebrem. Książęcy sędziowie szukają sprawców tego diabelskiego oszustwa, a ich wzrok może paść na każdego, kto wykazuje nadmierne znawstwo w dziedzinie przemian materii szlachetnych kruszców.
Módl się o roztropność i niechaj święty Krzysztof, chroni Cię na drogach, które stają się teraz wyjątkowo niepewne.
Dano we Wrocławiu, w roku Pańskim 1225, w marcu.
Tuus in Christo, Idzi, Scholastyk